Skocz do zawartości

WITAMY NA FORUM

KONKURSY

Wrzucaj zdjęcia i bierz udział w naszych cyklicznych konkursach, awansuj do Konkursu Finałowego z dużą pulą nagród!
ZOBACZ

SYSTEM LOJALNOŚCIOWY

Zbieraj punkty i wymieniaj na forumowe nagrody. Kolekcjonuj trofea i odznaczenia w zamian za aktywność.
ZOBACZ

ZŁOWIONE PRZEZ FANATYKÓW

Dodaj, oglądaj i oceniaj zdjęcia ze złowionymi rybami.
ZOBACZ

GALERIA

Dodaj swoje zdjęcia i twórz albumy.
ZOBACZ
  • Artykuły

    Nasze Artykuły

    Aparat Fotograficzny dla wędkarza

    Problem z pozoru wydaje się prosty, jednak aparat fotograficzny dla wędkarza powinien zawierać kilka ważnych i ułatwiających cech, które mogą okazać się pomocne podczas wyprawy. Większość wędkarzy zadowala się zwykłymi shotami wykonanymi smartfonem, jednak czasami przychodzi moment na bardziej kreatywne zdjęcia, które zamierzamy publikować w sieci, np. na potrzeby własnego bloga. Postaram się więc pomóc w odpowiednim wyborze aparatu dla wędkarza.
    W tym wpisie wyrażam swoją opinię własnymi słowami na temat odpowiedniego aparatu dla mobilnego wędkarza. Nie ma tu żadnej ukrytej reklamy.
    Dlaczego smartfon nie nadaje się jako aparat fotograficzny dla wędkarza?
    Smartfony pomimo faktu, że potrafią wykonywać coraz lepsze zdjęcia, nie do końca są przyjazne dla wędkarzy. Pierwsza ważna wada w większości modeli to brak odporności na wodę. Wszak zalanie telefonu to ostateczność, ale zdarzyć się może i to w różnych okolicznościach. Nawet samo używanie telefonu podczas np. brodzenia w wodzie może być ryzykowne.
    Kolejna sprawa to dotykowy ekran, który może bardzo utrudnić wykonanie szybkiego zdjęcia, szczególnie jeśli w danym momencie mamy mokre ręce np. od trzymanej chwilę wcześniej ryby. Nawet lekko zamoczony ekranik może nie zareagować na odpowiednie przyciski.
    Smartphone nie posiada też wielu funkcji i ustawień dostępnych w nowocześniejszych aparatach, przez co zdjęcia jakościowo zawsze będą nieco gorsze i mogą nie zaspokoić bardziej kreatywnych fotoamatorów.
    Aparaty są też wygodniejsze podczas robienia zdjęć od wszystkich lekkich, płaskich telefonów. Pewny chwyt i stabilizacja pomaga zrobić ostrzejsze i lepiej jakościowo fotki.
    Czasami zachodzi też potrzeba zrobienia zdjęcia samemu sobie, np. podczas samotnej wyprawy. W większości telefonów aparaty mają tzw. odliczanie co pozwala wykonać tzw. selfie, jednak nie do końca sprawdzają się np. w trudnych warunkach. Aparaty są małe i cienkie, a żeby dobrze zrobić zdjęcie samemu sobie z rybą, należało by go o coś oprzeć. Bez statywu jest to trudne. Często w takich sytuacjach potrafi się przewrócić lub przechylić, a pośpiech może tylko zwiększyć frustrację.
    Dotykowe ekrany nie dla wędkarzy!
    Sprawa kłopotliwego ekranu dotykowego dotyczy również lepszych aparatów fotograficznych. Zdecydowanie odradzam zabieranie takiego aparatu na wyprawy wędkarskie. Na własnym przykładzie przekonałem się ile taki wynalazek potrafi napsuć krwi. Otóż przez jakiś czas woziłem ze sobą mały aparacik, który na moje nieszczęście większość funkcji posiadał przez dotykowy ekran. O tym, że takie rozwiązanie zawodzi, przekonałem się w momencie kiedy byłem zmuszony strzelić fotkę sobie samemu. Wiadomo, sytuacja – złowiona ładna ryba, mokre ręce się trzęsą, szybkie wyciągnięcie aparatu, power on i…zaczynają się schody. Aby włączyć odliczanie 10 sekund, można użyć tylko „dotyku”. Zaczyna się nerwowe wycieranie lekko brudnych i śliskich od ryby rąk o spodnie. Klik, klik, 10 sekund ustawione. Teraz szybko trzeba o coś oprzeć aparat, a następnie wziąć rybę i ustawić się do zdjęcia. Pik, pik, 5, 4, 3 sekundy i nagle… aparat się przychylił. Kur…! Od nowa. Ryba na ziemię, znowu mokre łapy i ustawianie na dotykowym ekranie… ekranik zrobił się w międzyczasie mokry i zaczęły same włączać się jakieś funkcje. Nerwy, przekleństwa, stres…ryba już za długo bez wody. W końcu po chyba trzeciej nieudanej próbie moja frustracja sięgnęła zenitu. Złapałem aparacik i trzasnąłem nim z całej siły o kamień. Dowód na zdjęciu.
    Lustrzanka jako aparat fotograficzny dla wędkarza? Nie do końca.
    Lustrzanki robią świetne zdjęcia, jednak mają jedną podstawową wadę – są ciężkie. Jeśli robimy kilometry podczas spinningowej eskapady to musimy się liczyć z dodatkowym balastem. Ciężko taki aparat powiesić na szyi, bo po kilku godzinach można dorobić się garba. Ponadto lustrzanki są dość drogie i w razie ew. uszkodzeń szkoda byłoby taki aparat stracić. Można co prawda dźwigać ze sobą specjalny pokrowiec i wyciągać z niego aparat w odpowiednim momencie, jednak takie rozwiązanie jest dość uciążliwe, no chyba, że jest z nami koleżanka / kolega „tragaż – fotograf”. Mówimy jednak o sytuacji kiedy jesteśmy sami albo w gronie innych samych wędkujących. Reasumując, ciężkie lustrzanki robią piękne zdjęcia, jednak nie do końca nadają się jako aparat dla wędkarza.
     Jaki więc wybrać aparat fotograficzny dla wędkarza?
    Ponieważ fotografia jest jedną z moich pasji, w ostatnich latach miałem okazję przetestować kilka modeli, które mogą być strzałem w dziesiątkę na wędkarskie wyprawy. Jedno jest pewne, aparat fotograficzny dla wędkarza powinien być:
    nie za duży, ale wygodny, na tyle, aby można było go stabilnie i wygodnie trzymać podczas robienia zdjęć. w miarę lekki, tak aby można było go powiesić na szyi lub aby jego noszenie nie zabierało nam dodatkowej energii. bez dotykowego ekranu, który może przeszkodzić w szybkich ustawieniach nie za drogi, aby w razie ew. uszkodzeń nie być zbytnio stratnym dobry jakościowo, w końcu jakość zdjęć jest najważniejsza najlepiej wodoodporny lub chociaż wstrząsoodporny zaopatrzony w dodatkowe funkcje tj. ustawienia ręczne i zapis w różnych formatach Na rynku można znaleźć aparaty fotograficzne spełniające jeśli nie wszystkie to większość podanych kryteriów, jednak trzeba zwrócić uwagę na pewne różnice. Najlepszym wyborem wydają się być poręczne kompakty oraz aparaty systemowe. Każdy z nich nieco różni się od siebie przede wszystkim budową.
    Aparaty kompaktowe to najpopularniejsze przedstawiciele z rodziny, które nierzadko bywają nawet mniejsze od smartphonów. Jednak w sklepach można też spotkać modele większe, o wiele bardziej wygodniejsze. Wszystkie łączy je jedna cecha – wbudowany obiektyw. Kompakty są zazwyczaj lekkie a ich budowa pozwala na stabilne ujęcia z ręki. Kompakcik jako aparat dla wędkarza jest OK, pod warunkiem, że nie posiada dotykowego ekranu lub ma możliwość jego wyłączenia lub zablokowania. Moim zdaniem są doskonałe dla wędkarskich fotoamatorów w celu pstrykania szybkich zdjęć.
    Aparaty systemowe posiadają więcej funkcji niż kompakty, robią też zazwyczaj lepsze zdjęcia a co najważniejsze, są małe i lekkie. Niektórzy nazywają je też jako „kompakty z wymienną optyką”, ponieważ mają możliwość dołączania obiektywów. To aparaty przeznaczone dla bardziej kreatywnych wędkarzy, którzy chcieliby poeksperymentować z różnymi funkcjami. Wady: systemy z racji tego, że posiadają wymienną optykę, są zazwyczaj droższe.
    Podsumowując, ja osobiście na wyprawy wybrałem dobrej jakości, mały aparat kompaktowy z możliwością ustawień ręcznych oraz zapisem plików w formacie RAW. Te dodatkowe funkcje, które do niedawna były dostępne tylko w lustrzankach są bardzo pomocne podczas pstrykania oraz edytowania zdjęć na komputerze. Dodatkowe atuty to bardzo dobra jakość zdjęć, mała waga, dość masywna konstrukcja i zabezpieczenia przed przypadkowym upadkiem. Osobiście takie rozwiązanie sprawdza mi się już długo i raczej nie zamierzam go zmieniać.
    Będąc na rybach bywają różne warunki, dlatego biorąc wszystkie za i przeciw myślę, że dokonałem odpowiedniego wyboru. Wy dokonajcie go sami, mam nadzieję, że z pomocą tego wpisu.
    A wy jakiego aparatu używacie?

    Dziewczyny i Ryby – Wędkarstwo z drugą połowką

    Jak pogodzić wędkarstwo z związkiem, małżeństwem lub rodziną? Czy możliwe jest uprawianie naszego hobby bez nieporozumień i awantur ze strony drugiej połówki?
    Dopóki śmierć i wędka nas nie rozłączy
    Często wyjeżdżam na wyprawy wędkarskie, czasami jednodniowe, czasami dłuższe. Moja żona, która pomimo tego, że już się pogodziła z tym faktem, nadal potrafi mieć wątpliwości – jak to kobieta. Trzeba więc czasami zastosować pewną taktykę uspokajającą. Nie jestem ekspertem od związków, ale zastosowane tutaj metody mogą przyczynić się do pewnych kompromisów. W każdym razie – u mnie się sprawdzają.
    Oto 6 niezawodnych sposobów dzięki którym Twoja kobieta będzie spała spokojniej podczas Twoich wędkarskich wojaży.
    Zabierz żonę na ryby
    Najprostszą metodą na zapoznanie drugiej połówki z naszym hobby to pokazanie jej, jak to wygląda w praktyce. Nikogo na siłę do pasji namawiać się nie powinno, ale spróbować zawsze warto. Pojedźcie któregoś dnia nad jeziorko lub małą rzeczkę. Przygotuj żonie małą wędęczkę z zestawem spławikowym. Pozwól jej samej założyć robaka (nie każda się odważy), niech przygotuje z Tobą zanętę. Zapewniam Cię, że każda złowiona płotka lub uklejka spowoduje u niej sporo radości. Atmosfera będzie wesoła i zabawna. Niech niewiasta sama zdejmie rybę z haczyka, da buzi i ją wypuści, a Ty w tym czasie pstrykaj zdjęcia na pamiątkę – mogą się później przydać. Powiedz jej, że dziewczyny na rybach to nie żadna nowość. Obecnie kobiety startują w zawodach wędkarskich oraz coraz częściej można je spotkać nad wodą.
    Taki wspólny wypad może nieco przypominać naukę dziecka, ale właśnie o to w tym chodzi. Niech wybranka naszego serca poczuje nieco emocji związanych z wędkarstwem, a dzięki temu będzie w stanie szybciej zrozumieć nasze hobby. Podczas wyprawy rozmawiaj z nią i staraj się wytłumaczyć, że w wędkarstwie nie chodzi tylko o ryby. Przekonaj ją, że twoje hobby związane jest też z pewnego rodzaju odpoczynkiem i chwilową ucieczką od codziennych obowiązków. Niech spróbuje dostrzec walory piękna przyrody oraz otaczającej ciszy. Niech spróbuje zrozumieć, że łowienie ryb to tak naprawdę Twój pierwotny instynkt przetrwania, dzięki temu dostrzeże u Ciebie prawdziwego faceta – myśliwego.
    Zrób rekonesans nad wodą – opalanie + wędkarstwo
    Jeśli Twoja piękniejsza połówka nie bardzo widzi się w roli wędkarki, a chciałbyś jej pokazać „na żywo” z czym to się je, zawsze możesz zastosować inny patent. Wyprawa typu: woda, plaża, opalanie i ryby. Zaplanujcie wspólny wyjazd nad jakieś ciche miejsce nad wodą.Każda kobieta przecież lubi poleżeć na słońcu, a Ty w między czasie możesz „pomoczyć kija” (bez skojarzeń), przy okazji pokazując i tłumacząc jak wspaniałe potrafi być wędkarstwo. Spróbuj coś złapać i jej pokazać, na pewno poprawi wam się humor. Może spróbujesz ją namówić, aby spróbowała sama? Chodź będziesz zmuszony do typowego, niedzielnego podejścia do wyprawy, to tak naprawdę nie zapominaj jaki jest jej główny cel – uświadomienie drugiej połówce, jak ważne jest dla Ciebie wędkarstwo. To pomoże w przyszłości w łagodzeniu konfliktów podczas planowania kolejnych, prawdziwych wypraw z kumplami.
    Poświęciłeś weekend na ryby? Kolejny poświęć dla drugiej połówki.
    Jeśli Twoja Pani jest stanowcza, a wędkarstwo ni w ząb ją nie kręci, Ty za to co weekend jesteś nad wodą to mogą pojawić się konflikty. Nie poświęcasz wolnego czasu rodzinie, tylko szwędasz się po krzakach z wędkami, czasami wracając o kiju. Kolejny weekend i znów to samo, a przecież kobieta jak to kobieta – lubi czasami gdzieś wyskoczyć. W tym wypadku spór można załagodzić w prosty sposób – jeden weekend dla ryb, jeden dla drugiej połówki. W końcu się zgodzi – chyba lepszy co drugi weekend spędzony razem niż każdy oddzielnie.
    Wyjedź na wakacje połączone z wędkowaniem
    Długi, wakacyjny wyjazd z ukochaną, może być wykorzystany również pod kątem wędkarskim. Zabierz żonę na sam świt nad jezioro, lub popłyńcie razem łódką. Będzie równocześnie romantycznie i wędkarsko. Możecie razem łowić i równocześnie się opalać a nawet kąpać. Oczywiście, tego typu wakacyjne łowienie z prawdziwym wędkarstwem ma nie wiele wspólnego, ale zapewniam Cię, że po takim wypadzie Twoja druga połówka puści Cię następnego poranka już samego albo z kumplami na prawdziwe łowienie.
    Przywieź jej zdjęcia zdobyczy lub od czasu do czasu coś do oskrobania – daj jej dowód
    Twoja żona chce mieć dowód, że jeździsz na ryby, a nie do kochanki? Proszę bardzo. Zawsze bierz ze sobą aparat fotograficzny. Kilka fotek złowionych ryb lub przyrody uspokoi jej domysły, a co najważniejsze będziesz miał przy okazji pamiątkę. Jeśli to będzie za mało zawsze możesz od czasu do czasu przywieźć jakąś rybę do skonsumowania. Może to być powód do dumy i pochwalenia męża przed koleżankami z pracy. Oczywiście z tym zabieraniem ryb, to ostateczność, po prostu nie każda kobieta będzie potrafiła zrozumieć zasadę „złów i wypuść”.
     Rozmowa przy kolacji
    Wytłumacz swojej ukochanej dlaczego Twoje hobby jest przez Ciebie tak uwielbiane i czemu poświęcasz mu tyle czasu i … pieniędzy. Dobrym porównaniem niech będą dla niej jej wypady z koleżankami na zakupy. Jeśli przeznaczasz sporo kasy na sprzęt, nie zawsze musisz pokazywać rachunek, w końcu „czego oczy nie widzą”… Możesz też zawsze powiedzieć, że nie wydajesz na imprezy czy inne przyjemności tylko na swoje hobby. To przecież nic złego. Powinna z czasem zrozumieć.
    Dziewczyny i ryby, a może faceci w kapciach?
    Na koniec kilka słów ode mnie. Nie rozumiem niektórych kolegów, którzy twierdzą, że nie mają czasu na wędkarstwo, albo że kobieta im na to nie pozwala. Jest to dla mnie śmieszna i nieprawdziwa wymówka, ponieważ sam mam dużo obowiązków związanych z pracą i rodziną, a jednak potrafię znaleźć czas, aby przynajmniej raz w tygodniu wyskoczyć na całodniowy wypad na rybki. Niestety, słyszałem też o przypadkach rozpadów małżeństw, które były spowodowane przez wędkarstwo. Najlepiej więc znaleźć złoty środek, kompromis lub taką kobietę, która w pełni zaakceptuje nasze hobby, które nie oszukujmy się, należy do jednych z najpiękniejszych na świecie.
    Do póki śmierć i wędka was nie rozłączy!
     

    Historia Wędkarstwa – Wędkarstwo dawniej

    Przypominam sobie jak wyglądało wędkarstwo 25 lat temu…
    Zacznę od napisania kilku słów na temat tego jak wędkowanie wyglądało ćwierć wieku temu. W tamtym okresie panował inny światopogląd, istniał inny sprzęt, a nas otaczały zupełnie inne realia. Mentalność wędkarzy jak i całego rynku wędkarskiego zmieniła się diametralnie, a ja dziś wspominając opiszę tutaj własnymi słowami jak to wyglądało z mojego punktu widzenia.
     
    Pierwsze rybki zacząłem łowić na Warszawskim odcinku Wisły w wieku 6 lat na lekkiego bambusa pod okiem mojego ojca. Z biegiem czasu nauczyłem się starych wiślanych metod spławikowych, czyli przystawki i przepływanki, które okazały się mega skuteczne. Obecnie mam 37 lat, czyli już 31 lat doświadczenia. Wisła zresztą do dziś jest moim priorytetowym łowiskiem, które regularnie odwiedzam z wędką.
    Skoro jesteśmy przy wędkach to nie sposób zapomnieć jakich wtedy wynalazków używałem. Otóż w tamtych czasach dla skromnej rodziny zdobycie firmowego, lepszej jakości „kija” stanowił problem nie do przeskoczenia. Królowały ciężkie, szklane „wędki” teleskopowe przywożone zza wschodniej granicy. Kupowano je na bazarach lub stadionie x-lecia. Z tego co pamiętam nikt wtedy nie myślał nawet o feederze lub lepszym spinningu. Wędki węglowe były w tak kosmicznych cenach, że stać na nie było tylko nielicznych.
    Kołowrotki też kupowało się od ruskich, najczęściej były to plastikowe podróby, które często zawodziły w najważniejszych momentach. Do tego częste awarie hamulca, plątanie żyłki, odpadające elementy – z tym wszystkim musiało zmagać się większość wędkarzy w tym również i ja. Pomijam legendarne REXy, które pojawiły się jeszcze wcześniej, bo był to sprzęt nie do zdarcia. Mój starszy posiadał takiego jednego. Pamiętam, że był ciężki i miał oldschool’owy, brzydki design. Pracował za to równo, lecz ociężale. Dziś to już zabytek.
    Akcesoria i przynęty można było zdobyć w sklepach wędkarskich, których na szczęście już wtedy nie brakowało. Część sklepów w których się zaopatrywałem już nie istnieje. Centralą była oczywiście giełda wędkarska umiejscowiona przy siedzibie PZW na ul. Twardej w Warszawie. Można było tam kupić np. białe robaki na łyżeczki lub rosówki na sztuki. Zapytacie jak to możliwe, że „na łyżeczki”? Po prostu, było stoisko na którym w skrzyneczkach wiły się grube białe robaki. Podchodziło się ze swoim pudełkiem, a sprzedawca małą łyżką do herbaty nakładał porcje. 🙂 Białe zresztą stanowiły wtedy pewien rarytas. Większość wędkarzy preferowało czerwone robaki wykopywane samodzielnie lub przynęty naturalne tj. pęczak lub ciasto z kaszy. Co do kopania robaków to był to mój stały element przygotowania do wyprawy. Miałem swoje miejscówki blisko domu na które ojciec regularnie mnie wysyłał. Oczywiście wracałem z pełnym pudełkiem świeżutkich czerwonych, które następnego dnia lądowały na haku.
    Pierwsze duże ryby tj. leszcze, jazie i certy łowiłem na Warszawskiej Wiśle. W wieku 10 lat razem z ojcem jeździliśmy na odcinek przy ul. Karowej przy moście śląsko-dąbrowskim gdzie na metodę „przepływanka” wyciągaliśmy bardzo duże ilości ryb. Oczywiście na miejscówkę trzeba było jechać najpóźniej o 3 rano, a czasami zostawaliśmy i na noc. Wyobraźcie sobie ok. 50 wędkarzy jeden obok drugiego, każdy łowi na przepływankę, wszyscy na stojąco i każdy co chwilę wyciąga dużą rybę. Królowały leszcze, obok jazi i cert. Tak sobie myślę, jak ja dawno nie złowiłem już certy na Warszawskim odcinku Wisły. A kiedy miałem 10-12 lat wyłowiłem się ich za wszystkie czasy… Zdarzały się przyłowy tj. klenie, sandacze oraz sumy. Z sumami były same problemy, jeśli już komuś się trafił to gość miał praktycznie po łowieniu. Zdarzało się, że musiał biegać z zapiętym olbrzymem wzdłuż brzegu przez kilka godzin, przy okazji wkurzając innych wędkarzy, którzy z niechęcią ustępowali mu miejsca.
    Złów i wypuść 25 lat temu?
    Czy ktoś wtedy myślał o jakimś wypuszczaniu ryb? Czy ktoś słyszał o jakiś zasadach „złów i wypuść”? Wypuszczano tylko te „za małe”. Wszystko lądowało do wora i nie ma czego tu ukrywać. Inne realia, inne czasy. Niemal każda wyprawa kończyła się dużą michą ryb, które były dzielone dla całej rodziny, sąsiadek i znajomych. I nikomu nie przeszkadzało, że w Wiśle pływały syfy, a ryby śmierdziały fenolem. 25 lat temu nikt nawet nie słyszał o zasadach etycznych, C&R itp. Zrozumcie zanim skrytykujecie. Szczególnie kieruję te słowa do nowych „internetowych” wędkarzy.
    Przy okazji przypomniał mi się śmieszny, ale niebezpieczny epizod. Jak wspomniałem wcześniej łowiliśmy przy moście śląsko-dąbrowskim. Nagle zatrzymuje się z piskiem auto, wyskakuje jakiś gość i … skacze. Skoczył z mostu, wypłynął i jak nigdy nic wyszedł bez słowa na brzeg i pobiegł z powrotem na górę. Moje zdziwienie i innych wędkarzy było przeogromne.
    Jeszcze jedna sytuacja, śmieszna, ale pouczająca zarazem, szczególnie dla nieprzychylnych i zazdrosnych pseudo wędkarzy. To było już nieco później, miałem ok. 14 lat. Byłem z dwoma kumplami również przy śląsko-dąbrowskim, ale nie łowiliśmy na przepływankę, tylko ustawiliśmy się na bulwarze, tam gdzie woda zawsze krążyła. Tam również, szczególnie wiosną przy wysokiej wodzie można było ładnie połowić. Oczywiście w trójkę wcisnęliśmy się między dziadków, pamiętam, że szło mi bardzo dobrze, w przeciwieństwie do jednego z dziadków, którego krew zalewała, że małolat łowi a jemu nic nie bierze. W pewnym momencie dziad nie wytrzymał i zarządał pokazania karty wędkarskiej. Jako małolat wiedziałem, że do sprawdzania karty są uprawnione tylko specjalne jednostki, ale postanowiłem zagrać mu na gulu i pokazałem mu wspomnianą kartę. Jakież było jego zdziwienie, w końcu byłem małolatem i praktycznie mało kto z moich rówieśników taką kartę posiadał, a ja miałem już wtedy młodzieżówkę. Dziadek więc był niemal pewny, że nie mam dokumentu. Po tym jak mu ją pokazałem, nie odezwał się już słowem, a reszta starszych wędkarzy miała z niego też niezłą polewę. Od tamtej pory łowiłem już ze starszymi jak równy z równym.

    Odwiedzałem też wiele innych łowisk tj. kanał żerański, jeziorko kamionkowskie czy zalew zegrzyński. Był to okres w którym łowiłem głównie metodą spławikowo – gruntową. Nie było mnie stać na dobry sprzęt spinningowy, a kiedy już udało mi się zakupić kilka Mepssów, pielęgnowałem je i bałem się na nie łowić, aby ich nie zerwać. Z czasem zacząłem częściej spinningować, głównie na rozlewiskach bugu, gdzie łowiłem pierwsze szczupaki i okonie. Jednak najwięcej czasu, głównie w okresie letnim spędzałem nad mała mazowiecką rzeką. To tam nauczyłem się samodzielności, szacunku do przyrody oraz obserwacji wody i nowych technik wędkarskich. To na tej rzece łowiłem pierwsze jazie i klenie metodą powierzchniową na owady, głównie koniki polne. Klenie i jazie uwielbiam łowić do dziś, wolę je niż szczupaki i okonie. Podobnie z przynętami. Dziś sięgam przede wszystkim po woblery, które są na pierwszym miejscu przed gumami. 

    Na jeziorku kamionkowskim przy Wedlu łowiłem w wieku 11-12 lat pierwsze karpie i karasie. Zawsze zabierałem ze sobą spławikówkę i gruntówkę z zestawem na sprężynę. Zanętą i przynętą zarazem była zwykła bułka lub białe robaki. Z kamionkiem mam pewne spomnienia związane ze szkołą. Często jeździłem tam na wagary przemycając wędkę w plecaku. Pewnego miesiąca przeholowałem i zamiast do szkoły przez ok. 2 tygodnie jeździłem na ryby. Starszy dowiedzieli się o tym dopiero na zebraniu w szkole…

    Port Praski to kolejna miejscówka chętnie przeze mnie odwiedzana w młodzieńczych latach. To tutaj łowiłem pierwsze ładne płocie, ale też karasie na spławik.
    Kanał żerański był łowiskiem na którym łowiłem okonie na błystki obrotowe, głównie mepssy. Gumy nie były jeszcze wtedy bardzo popularne, dopiero później weszły małe główki i mikro-przynęty.
    Na kanale w młodym wieku łowiłem też ładne leszcze na spławik. Na haczyk zakładało się kulę z kaszy mannej, którą samemu się przygotowywało. Na taką pajdę brały tylko duże leszcze. Zestaw rzucony był blisko brzegu, a przynęta musiała znajdować się na dnie. Kasza swego czasu była na kanale naprawdę skuteczna, przewyższała nawet zwykłe białe robaki. Dziś tą metodę zastąpiły lekkie zestawy i baty.
    Jak widzicie wędkarstwo 25 lat temu wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Moim zdaniem gorzej pod względem mentalnym, ale lepiej pod względem ilości ryb. Sprzęt od którego niemal zawsze bolała mnie ręka i plastikowe, tandetne ruskie kołowrotki kontra dzisiejsze lekkie węglowe wędki i precyzyjne kręcioły. Nie wiem co bym wolał gdybym miał możliwość wyboru. Czy dzisiejszy sprzęt i obecny rybostan, czy tamte rzęchy i tamte ryby? Warte zastanowienia.
    W każdym razie dzisiejsza młodzież ma o wiele łatwiej i to nie tylko w kwestii wędkarstwa. Sprzęt i technika poszły tak szybko do przodu – to dobrze. Za nie duże pieniądze w sklepach wędkarskich można zakupić fajny, lekki sprzęt do nauki, nie martwiąc się zbytnio o jego ew. uszkodzenia.
    Pozdrawiam.

    Polaryzacja w okularach - Zbędny bajer, czy przydatny gadżet

    Okulary polaryzacyjne moim okiem
    Okulary polaryzacyjne nie są tylko zbędnym gadżetem budującym wygląd wytrawnego wędkarza. Okulary z dobrą polaryzacją są niemal niezbędne dla osób które cenią kontakt z przyrodą. Ten kontakt jest bardzo duży, gdyż dzięki polaryzacji, jeśteśmy w stanie dostrzec w wodzie to, co bez okularów w ogóle by się nie udało. Ryby! Właśnie je możemy oglądać w pewnych warunkach jak na dłoni. Rzeka z takiego punktu widzenia staje się również znacznie czytelniejsza, bo polaryzacja to przede wszystkim gaszenie wszelkich odbić światła od lustra wody i wszystkich powierzchni odbijających światło! Jak wybrać odpowiednie okulary polaryzacyjne? Otóż wybór nie jest trudny jeśli będziemy pamiętać o podstawowych zasadach...
    Rozjaśniające czy przyciemniające?
    Najważniejszym kryterium przy wyborze polarów, są kolory stosowanych "szkieł". Dałem to słowo w cudzysłów, ponieważ owe "szkło", może być wykonane z innych materiałów, jak chociaż by pleksi z filtrem.
    Jasne kolory szkieł, takie jak: żółte, białe, szare i wszelkie jasne, przydatne nam będą w dni pochmurne. Dają poczucie doświetlenia otoczenia i wyostrzenia wszelkich kształtów. Polaryzacja w nich sprawią, że nawet takie szkła gaszą refleksy świetlne, więc od czasu do czasu wychodzące słońce zza chmur nie będzie nam straszne.

    Ciemne kolory szkieł takie jak, czarne lub brązowe, będą idealne na dni słoneczne. Kiedy tafla wody jest spokojna a ryby są pod powierzchnią lub na płytkiej wodzie, uda nam się je dostrzec bez najmniejszych problemów. Wzrok nie będzie się męczył słońcem i komfort łowienia będzie znacznie większy.

    Jak sprawdzić, czy kupujemy oksy z filtrem polaryzacyjnym?
    Aby to zobaczyć, wystarczy założyć je na nos i tak obrócić podświetlony ekran telefonu komórkowego, aż nie będziemy widzieli nic na wyświetlaczu. Mam tu na myśli obrót telefonu pod pewnym kątem w stosunku to płaszczyzny szkła okularów. Można też przyłożyć okulary do monitora komputera i tak nimi obracać, by nie było przez nie nic widać.
    Moje spostrzeżenia...
    Przerobiłem do tej pory kilka par okularów polaryzacyjnych i mam pewne spostrzeżenia którymi chciałbym się podzielić. Zalecam oczywiście przymierzenie i dopasowanie okularów w sklepie przez zakupem. Powinny one być lekkie, dopasowane do naszej głowy. Dobrze jest, jeżeli oferowany model posiada jakiekolwiek etui na okulary, a dodatkowym plusem będzie, kiedy okularki będą miały sznurek do zawieszenia ich szyi. Uchroni nas to przed przypadkowym utopieniem naszych szkiełek w przypadku schylania się nad wodą. Radzę unikać najtańszych modelki, których oprawki są pokryte farbą. Niestety oferowana większość z niskiej półki taka będzie. W jednym modelu już po jednym sezonie farba z okularów zaczęła mi sama odchodzić. Raczej wątpie by było to spowodowane środkami przeciw komarom, gdyż zawsze aplikując takie środki w okolice głowy, zdejmuję okulary.
    Teraz używam jedynie 2 par "patrzałek" wędkarskich. Żółte, składane ze sznurkiem zabezpieczającym. Dają się złożyć na pięć razy i mogę je schować w małą kieszonkę kamizelki. Posiadają w zestawie materiałowy futerał i pasek na szyje. Fajny model w niewygórowanej cenie. Drugie ciemne okulary,  to model którego używam na co dzień. Świetne do samochodu, nad wodę i na rower. Pewnie trzymają się głowy nawet bez sznurka na szyję. Posiadają sztywny pokrowiec na suwak, choć same okulary są bardzo wytrzymałe. Mam je już trzy lata i choć przez nieostrożność szkła się trochę porysowały, to ramki, noski i inne elementy są w bardzo dobrym stanie.

     
    Są jeszcze na rynku okulary premium. Są reklamowane jako niezniszczalne i zapewne są bardzo dobrej jakości. To się jednak przekłada na ich cenę, bo są dość drogie. Uważam jednak, że jeśli poświęcimy trochę czasu na szukanie polarów idealnych dla nas, oraz jeśli będziemy dbać o nasze szkła, to wcale nie trzeba wydawać dużo pieniędzy na taki gadżet.
    Ryby widziane przez dobre okulary, to czysta przyjemność dla naszego oka!



    Rzeka Rządza na Mazowszu

    Rzeka Rządza jest ostatnim dopływem Bugo-Narwii, a jej źródła znajdują się w powiecie Mińskim. Rzeka kończy się w miejscowości Załubice Stare, gdzie wpada do zalewu zegrzyńskiego. Koryto jest na tym odcinku wyraźnie szersze, a woda jest praktycznie stojąca co przyciąga wielu wędkarzy. Ten odcinek słynie przede wszystkim z ładnych linów łowionych głównie wiosną i jesienią. Niestety od kilku lat regularnie zarasta gęstą roślinnością, a sensowne łowienie jest tam możliwe tylko w okresie wiosennym.
    W tym tekście skupię się jednak na górnym odcinku Rządzy w okolicach miejscowości Załubice Nowe, gdzie koryto jest zdecydowanie węższe, a sama rzeka wygląda o wiele bardziej malowniczo.

    Malownicza rzeka rządza
    Rządza jest bardzo ładną i klimatyczną rzeczką, chodź jej koryto w większości przypadków nie przekracza szerokości jezdni samochodowej. Na niemal całej długości rzeczka jest wąska i płytka, lecz można również znaleźć odcinki i dołki z głębszą wodą. Pływa w niej sporo gatunków ryb, w większości jednak małych rozmiarów tj. jazie, klenie, płocie, okonie, szczupaki,leszcze, krąpie i liny. W górnym odcinku Rządzy, w okolicach Stanisławowa gdzie rzeka ma status górski, można spotkać też pstrągi.
    Rzeka Rządza w miejscowości Załubice Nowe
    W okolicach miejscowości Załubice Nowe (skupię się na tej okolicy, bo znam ją jak własną kieszeń) rzeka jest wyraźnie węższa i bardziej dzika. W tej okolicy jeszcze kilka lat temu pływało dużo sporych rozmiarów jazi i kleni, lecz aktualnie złowienie ryby tego gatunku w okolicach 40cm, stanowi nie lada wyzwanie. Rzeczka swoje najlepsze lata na tym odcinku ma już za sobą, a przyczyniło się do tego wiele czynników ludzkich.

    Kłusownictwo oraz regulacje (ostatnie w 2014r) w trakcie których wycięto wszystkie naturalne, wodne przeszkody to jedne z powodów wymarcia rzeki. Ponadto dno zasypano piachem oraz pousuwano drzewa i krzewy rosnące przy brzegu. Brzeg następnie wypalono i zasypano piachem. Po tych haniebnych zabiegach, które miały niby zapobiec wylewaniu Rządzy na pola uprawne, rzeka straciła wiele ze swojego uroku. Stała się o wiele płytsza, a brak przybrzeżnej roślinności spowodował, że wygląda momentami jak zwykły szerszy rów. Na szczęście na niektórych fragmentach rosną jeszcze drzewa dzięki którym Rządza nadal przypomina rzekę. Podkreślam – tylko na niektórych.

    Wyrzucane do wody chemikalia i śmieci spowodowały też kilka lat temu zatrucie rzeki, co odbiło się dość szerokim echem.
    Od kilku lat w rzece utrzymuje się też bardzo niski stan wody, co również wpływa na kiepski rybostan.
    Ryby na Rządzy
    Obecnie na opisywanym odcinku pływają ryby głównie małych rozmiarów, a wędkowanie tam przypomina zabawę. Zdarzają się pojedyncze sztuki wymiarowych szczupaków, czy ładnych płoci i okoni, głównie w okresie wiosennym i jesiennym, ale są to raczej sporadyczne przypadki.

    Jeśli chodzi zaś o jazie to jest ich sporo, ale są bardzo małych rozmiarów. Bardzo rzadko można złowić rybę tego gatunku w granicach 35-40cm, co jak pisałem wcześniej, jeszcze kilka lat temu nie stanowiło większego problemu. Rzeczka jest idealna dla ryb tego gatunku, ale obecnie nie jest przystosowana dla dużych rozmiarów, które potrzebują o wiele więcej przestrzeni i kryjówek.

    Rządza na odcinku górskim to już nieco inna bajka. Został stworzony odcinek specjalny, który jest zarybiany w pstrąga i co najważniejsze jest pilnowany i kontrolowany. Nie znam dokładnie, ani nie bywam w tamtej okolicy, więc nie będę się na ten temat wypowiadał. Koledzy wędkarze, którzy tam bywają, chwalą sobie jednak tamte rejony, szczególnie za możliwość złowienia pstrąga na Mazowszu.
    Jak łowić na Rządzy?
    Na tak małej rzecce najlepiej stosować delikatny sprzęt. W przypadku spinningu, najlepiej łowić na małe woblerki lub małe błystki obrotowe. Najczęściej trafiają się małe jazie, klenie, okonie i szczupaczki. Oczywiście wszelkie smużaki i sztuczne owady również są skuteczne.

    Na spławik można łowić płocie, leszcze, jazie i okonie. W tym wypadku trzeba szukać dołków, gdyż jak wspominałem rzeka jest bardzo płytka. Skuteczne jest też łowienie w okresie letnim jazi i kleni na koniki polne. 
    Przyznam też, że każda większa złowiona rybka cieszy tam podwójnie. Czasami można się miło zaskoczyć jaziem w okolicach 40cm, ale zdarza się to obecnie bardzo, bardzo rzadko.
    Co dalej z Rządzą?
    Rzeka Rządza mimo wszystko nadal przyciąga swoim urokiem, nie tylko wędkarzy ale i weekendowych wczasowiczów. To dobre miejsce np. na naukę rzecznego wędkarstwa dla dziecka. Wciąż można spotkać tu miejscowych wędkarzy, którzy z chęcią opowiadają i wspominają dawne czasy świetności rzeki.

    Zastanawiam się co dalej będzie z tą piękną rzeczką? Czy zdoła się jeszcze odrodzić za kilka lub kilkanaście lat, czy całkowicie zamieni się w rów, który kiedyś przypominał rzekę? A może powstaną kolejne odcinki specjalne, które będą regularnie zarybiane i kontrolowane?

    Pomimo upływu lat nadal wracam nad tą rzeczkę. Tam, jako młody siurek uczyłem się łowienia pierwszych ryb i teraz tam jeżdżę ze swoim synem, aby uczyć jego. Mam do tej rzeczki ogromny sentyment…
    Nie wiem jak wygląda sytuacja na innych odcinkach rzeki, ale z chęcią bym się dowiedział. Jeśli macie jakieś informacje, napiszcie w komentarzu.

    Czym jest wędkarstwo?

    Wędkarstwo jest rodzajem sportu lub hobby polegającego na łowieniu ryb za pomocą wędki. Istnieje wiele rodzajów tej dyscypliny, w zależności od metody, którą wykorzystuje się do łowienia. Osoba, która uprawia wędkarstwo powinna posiadać odpowiednie uprawnienia (kartę wędkarską) wydawane przez Polski Związek Wędkarski.

    Dla niektórych wędkarstwo to prawdziwa pasja, której poświęcają mnóstwo wolnego czasu. Potrafią godzinami dyskutować o rybach, technikach łowienia, sprzęcie i szukać najlepszych miejsc do połowów. Często zaglądają również na forum wędkarskie, gdzie mogą znaleźć wiele przydatnych informacji, a także poznać innych pasjonatów.

    Co sprawia, że ludzie potrafią tak mocno wciągnąć się w łowienie ryb? Wędkarstwo to przede wszystkim kontakt z naturą. Wyprawa z wędką nad rzekę czy jezioro ma na celu nie tylko złowienie kilku dorodnych sztuk. Można w ten sposób również odpocząć, uspokoić się, a także miło spędzić czas ze znajomymi.

    Czy warto otworzyć sklep wędkarski?

    W obecnych czasach wielu ludzi decyduje się na rozpoczęcie własnych działalności gospodarczych. Wiąże się to przede wszystkim ze słabą kondycją rynku pracy oraz często żałosnymi stawkami. Dlatego ludzie w ten sposób szukają możliwości zarobienia lepszych pieniędzy. Chcąc rozpocząć działalność gospodarczą, najczęściej trzeba wziąć kredyt, jednak dobrze prowadzona firma w niedługim czasie pozwoli wyjść na prostą. Szukając pomysłu na biznes, można zastanowić się, czy opłaca się otworzyć sklep wędkarski?
    Czy trzeba spełnić jakieś szczególne warunki?

    W przypadku tego biznesu nie jest konieczne uzyskanie specjalistycznych pozwoleń czy licencji. Osoba chcąca założyć tego typu działalność powinna jednak posiadać wiedzę na temat wędkarstwa i połowu ryb. 
    Osoba prowadząca sklep wędkarski powinna orientować się w sezonach połowu danych ryb, aby dobrać odpowiedni asortyment dla swojego sklepu. Najlepiej jeżeli osoba taka sama wędkuje, ponieważ połączy w ten sposób hobby ze sposobem na życie. Ponadto, jeżeli dysponuje się wiedzą na temat wędkarstwa, można nawiązać w szybkim tempie przyjazne stosunki z klientami, co sprawi, że będą wracać do danego sklepu.
    Jakie są koszty otwarcia sklepu?
    Aby otworzyć sklep z akcesoriami do wędkowania należy liczyć się z kosztami związanymi z przystosowaniem lokalu oraz zakupem całego asortymentu. Należy zaopatrzyć się w podstawowe sprzęty wędkarskie jak wędki, kołowrotki czy haczyki. Ponadto, należy pamiętać o przynętach oraz różnorodnych zanętach. W zależności od wielkości lokalu oraz jakości asortymentu, koszta często zaczynają się od kilkudziesięciu tysięcy złotych.
    Czy biznes jest stabilny?

    Obecnie w Polsce funkcjonuje wiele sklepów wędkarskich. Prawdą jednak jest, że to ciągle bardzo popularna forma spędzania wolnego czasu w naszym kraju. Jeżeli ktoś poświęci odpowiednią ilość czasu oraz pracy, jego biznes będzie dochodowy. Należy pamiętać, że nie chodzi tu jedynie o założenie sklepu. Trzeba również dokonać analizy konkurencji i zadbać o skuteczne rozreklamowanie swojej działalności. Ponadto jak w każdym biznesie - tutaj nie liczą się sentymenty i tzw. wspólna pasja, tylko pieniądze, dlatego bez większych znajomości i wsparcia dużych marek wędkarskich, nie ma co liczyć na łatwy start.
    Założenie sklepu wędkarskiego może być sposobem na uzyskanie całkiem przyzwoitego dochodu. Należy pamiętać, że prowadzenie własnego biznesu, bez różnicy w jakiej dziedzinie, głównie zależy od pracy i determinacji założyciela. 

    Woblery – Ulubione Przynęty

    Ulubiona przynęta
    Gdyby ktoś zapytał jakie są moje ulubione sztuczne przynęty wędkarskie, odpowiedziałbym, że każde na które coś złapałem. Jednak z pośród różnego rodzaju tj. gumy, blaszki, obrotówki, koguty, na pierwszym miejscu stawiam woblery. Nie dlatego, że łowię tylko na nie, bo równie skuteczne są przynęty gumowe czy błystki obrotowe, ale dlatego, że najbardziej mi odpowiadają. Łowienie na woblera wymaga odpowiedniego prowadzenia. Łowiąc w rzekach, przynęta tj. wobler pływający musi być wypuszczona w odpowiedni sposób w miejsca żerowania ryb przy powierzchni lustra wody. Co prawda woblery pływające mogą schodzić głęboko pod wodę, ale zazwyczaj łowi się nimi ryby bliżej powierzchni. Woblery tonące za to charakteryzują się zazwyczaj głęboką pracą. W końcu tonący tonie, a więc zazwyczaj jest ciężki, można nim daleko rzucić, a co najważniejsze poprowadzić głęboko pod wodą. Regułą od tych ustępstw są
    Woblery Boleniowe,
    które pomimo faktu, że są ciężkie i tonące, to prowadzi się je zazwyczaj przy samej powierzchni wody. Wystarczy unieść wysoko wędkę i szybko kręcić korbką kołowrotka. Przy takim prowadzeniu ciężki wobler boleniowy nie będzie miał szans ani czasu, aby zejść głębiej. To klasyczna technika podczas łowienia boleni – kij do góry, szybkie zwijanie młynkiem i wysokie prowadzenie przynęty. Ponieważ rapy żerują na uklejach, które przebywają raczej przy powierzchni wody, prowadzony w ten sposób wobler jest przez nie często atakowany.
    Jedne z najczęściej wybieranych woblerów do połowu boleni to produkty Polskie wykonywane przez doskonałych wędkarzy, czyli rękodzieła. Ich przewaga nad przynętami renomowanych firm polega na tym, że każdy z nich jest ręcznie tworzony oraz testowany nad wodą. Każdy z nich pomimo podobnego wyglądu jest na swój sposób unikalny i może się minimalnie różnić od poprzedniego.
     Woblery Boleniowe – Rękodzieła można podzielić na dwie kategorie: znane i nieznane. Jeszcze kilka lat temu, ręcznie tworzone wobki były niemal niedostępne, a jeśli już pojawiały się na rynku, kosztowały naprawdę sporo. Dziś część z tych „artystów” pozakładało własne firmy, a ich wyroby można dostać w wielu sklepach wędkarskich. Wystarczy wymienić kilka znanych firm tj.Hunter Polska, Wobi, Bielik Fishing, Dorado, Siek-M lub Taps
    Te mniej znane to woblerki wędkarzy, którzy również produkują je ręcznie, są zazwyczaj trudniej dostępne. Czasami trzeba się natrudzić aby je zdobyć. Często można je znaleźć na różnych forach wędkarskich, gdzie Ci zdolni wędkarze prezentuje swoje dzieła.
    Większość jednak woblerów jest łatwo dostępna w sklepach wędkarskich w całej Polsce, a ich skuteczność jest wciąż potwierdzana w postaci chociażby fotek z rybami wrzucanych do sieci.

    Zatrzymane w kadrze – Filmy Wędkarskie

    Łowienie ryb może sprawiać wielką radość i wywoływać pragnienie podzielenia się swoim doświadczeniem z innymi wędkarzami. Filmy wędkarskie są też jednym z najlepszych sposobów na to, żeby pochwalić się swoimi osiągnięciami. Ich tematyka jest jednak bardzo różnorodna.
    Relacje, testy, filmy instruktażowe
    Wędkarstwo – jak każda rzecz wykonywana z pasją – wywołuje wielkie emocje, toteż filmy wędkarskie są odzwierciedleniem wielu sytuacji, które mogą zdarzyć się nad wodą. Bardzo często ich głównymi bohaterami są wspaniałe okazy złowionych ryb, z dumą prezentowane przez szczęśliwego wędkarza.
    Nierzadko wyjazd na ryby odbywa się w towarzystwie grupy przyjaciół i znajomych. Wartość filmów wędkarskich polega z jednej strony na ich dobrej jakości, z drugiej natomiast na walorach merytorycznych i praktycznych. Prezentują bowiem nie tylko relacje z określonych, niekiedy bardzo ważnych imprez, ale także – z myślą o początkujących wędkarzach – przestawiają testy sprzętu czy metody łowienia ryb.
     
     
    Filmu wędkarskie z holami ryb
    Jedne z najczęściej oglądanych filmów to te, które zawierają w swojej treści piękne hole złowionych ryb. Emocje w takich ujęciach da się odczuć na odległość. Autorzy często nagrywają sami siebie. Ustawiają kamerę na statywie obok swojej własnej osoby, lub kręcą z perspektywy pierwszej osoby za pomocą kamerek typu GoPro. Jest to trudna sztuka, ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy ryba może zaatakować przynętę. Doświadczeni wędkarze jednak mogą przewidzieć mniej-więcej w którym miejscu może takie branie ryby nastąpić.
     
×

Powiadomienie o plikach cookie